Z życia Szwadronu

  • "Naród¸ który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi¸ czasowo zajmujących dane terytorium"
  • "Uczcie się historii¸ znajomość jej jest bardzo potrzebna w życiu."
  • "Każdy może zostać do nas przyjęty¸ lecz nie każdy może wśród nas pozostać"
  • " Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości¸ ten nie jest godzien szacunku¸ teraźniejszości ani prawa do przyszłości"

 Jego obecnie nieco zapomniana postać,w Polsce międzywojennej , była „ Ikoną „ zwycięskich i romantycznych walk o niepodległość i wolność. Popularniejszy od Niego, był tylko Marszałek – Jego Wódz i Przyjaciel .                                                                                                    

       Herb Władysława Beliny Prażmowskiego

 

   Tak jak historię powstania formacji ułańskiej Legionów Piłsudskiego zapoczątkował patrol „siódemki Beliny „ – tak trudno sobie wyobrazić, że prezentując sylwetki tych , którzy stworzyli legendę kawalerii , nie rozpoczniemy od dowódcy słynnego patrolu.

 

Urodził się 3 maja 1888r. we wsi Ruszkowiec kolo Opatowa, w rodzinie szlacheckiej, herbu Belina, osiadłej od lat na terenie ziemi sandomierskiej (obecnie woj. świętokrzyskie ). Podczas Chrztu świętego otrzymał imiona Władysław, Zygmunt.. Syn Hipolita i Bronisławy z Dudelskich. Poważny wpływ na jego losy wywarły tradycje rodzinne . Ojciec był Powstańcem Styczniowym 1863r., służył pod generałem Dionizym Czachowskim.

Jako uczeń gimnazjum w Radomiu zetknął się z tajnym ruchem niepodległościowym. Za udział w strajku uczniowskim został z tej szkoły usunięty. Maturę zdaje w 1905 roku w Warszawie. Podczas studiów na politechnice we Lwowie zapoznaje się z Kazimierzem Sosnkowskim i wstępuje do Związku Walki Czynnej, a później Związku Strzeleckiego. Kończy prowadzone konspiracyjnie we Lwowie i Krakowie kursy instruktorskie oraz Wyższą Szkołę Oficerską Związku Strzeleckiego, otrzymując z rąk Komendanta Józefa Piłsudskiego oficerską odznakę "Parasol".. Z polecenia władz Strzelca zakładał w środowiskach polonijnych Belgii, Francji i Szwajcarii oddziały tej organizacji. W 1913r. obejmuje stanowisko zastępcy komendanta okręgowego krakowskiego Strzelca. Po ogłoszeniu przez Komendanta Piłsudskiego (30.VII) przygotowania do mobilizacji w Związkach Strzeleckich przybył do Krakowa - wyznaczonego na miejsce koncentracji polskich oddziałów .

Już w okresie „wymarszu I Kompanii Kadrowej.” Belina był darzony wielką sympatią przez Piłsudskiego, do którego - jako jedyny poza szefem sztabu Kazimierzem Sosnkowskim - zwracał się "Komendancie", nie dodając jak inni "obywatelu"...

Z przyzwolenia Piłsudskiego prowadzi „ Belina „ werbunek do ułanów.. Z grupki dziesięcioosobowej, która pojawiła się w Kielcach, stanął wkrótce pierwszy szwadron kawalerii liczącej około 140 szabel. Po walkach we wrześniu nad Nidą (pod Nowym Korczynem, Wiślicą, Szczytnikami i Czarnkową) szwadron „Beliny” toczy boje m.in. pod Łowiczem, Modlinem, Ozorkowem, Aleksandrowem i Łodzią. Następnie wraca przez Częstochowę, Miechów i Ulinę dotarł do Krakowa.

 

1 listopada szwadron Beliniaków zostaje przekształcony w dywizjon a w kilkanaście dni później skierowany w rejon Limanowej (walki m.in. w rejonie Chyżówek, pod Stopnicami, Kamienicą, Wysokiem, Dąbrową). Po wypoczynku w Nowym Sączu, .Beliniacy walczą pod Łowczówkiem, gdzie Prażmowski zostaje ranny (23.XII.1914). Pozostaje jednak ze swymi podkomendnymi na linii frontu. "Belina „ dokonywał po prostu cudów - pisał później Józef. Piłsudski - biedni ułani na zdartych siodłach, uzbrojeni w długie, niezdatne do konnej służby karabiny, które do krwi rozdzierały im plecy, a jednak patrolowali wytrwale, robiąc niekiedy po 60-80 km dziennie w różnych kierunkach (...)". Wówczas to - wspominał J. Kaden Bandrowski - "...uśmiech (...) pojawiał się na twarzy Piłsudskiego, kiedy się Komendantowi Belina na kwaterze meldował (...), podczas bitwy nad Wisłą, na Podhalu, pod Limanową czy Nowym Sączem, otworzą się drzwi i wejdzie zagończyk Belina, zachlapany błotem aż po brwi, ten Belina o twarzy smagłej, oliwkowej, osmaganej wichrem, rozjaśnionej błyskiem wielkich stalowych oczu, (...) jak gdyby zawsze czekający szalonego rozkazu ze strony Komendanta, by ze swoimi podkomendnymi rozbić korpus wroga, zdobyć warowną twierdzę,(…) ten Belina stukający odstrzelonym palcem twardo po mapie, niby młotkiem, ten Belina w każdej nowej miejscowości, we wszystkich nazwach, drogach, wzgórzach, dolinach, kierunkach, orientujący się od razu jakimś niezawodnym zmysłem, lepszym niż psi czy koński, ten Belina , zionący koniem i czarką wódki wypitą na śniadanie (...). Kiedy się Komendantowi Belina na kwaterze meldował (...) radość, jaką promieniował Komendant, kiedy ułani w trójkowym szyku mijali Go kłusem, prowadzeni przez Belinę i jego dzikich, wariackich oficerów (...). Zawsze czekał Komendant od Beliny, od kawalerii czegoś niezwykłego, niespodziewanego, nadzwyczajnego, gdyż pod Jego dowództwem byli dla Piłsudskiego czymś niezwykłym …Byli spełnieniem marzenia".

Wiosną 1914 roku, awansowany na rotmistrza Prażmowski, dowodził w czasie walk pozycyjnych nad Nidą, a następnie wraz z I Brygadą brał udział w bojach pod Staszowem, Konarami, Włostowem, Lisowem, Bidzinami, Ożarowem, Tarłowem, nad Wyżnianką i pod Urzędowem. W lipcu kawaleria stanowiła czołówkę I Brygady Leg. wkraczającej do Lublina. W kilkanaście dni później Edward Słoński uwiecznił to wydarzenie w pieśni pt. "Pan Belina".

Jeszcze w czasie walk nad Nidą, kiedy ułani zostali "przypisani" do okopów a ich konie przymusowo odpoczywały, Belina jeździł do Krakowa, naradzał się z pracownikami muzealnymi, z historykami, a wszystko to co przywiózł omawiał później ze swoimi ułanami. W efekcie przemundurował podkomendnych na wzór poprzedników spod Stoczka i Somosierry. Jak wspomina jeden z ułanów (Janusz Śmiechowski ps. Harnisz), już wkrótce zajaśniały na ich piersiach "czerwone rabaty, a głowy ich przystroiły wysokie czaka z pięknymi orłami".

Po sukcesie lubelskim Beliniacy pełnili rolę zwiadu 1 Brygady w Siedleckim, a następnie toczyli boje na rozległych terenach Wołynia, m.in. pod Maniewicami, Stochowem i Styrem. W grudniu 1915r. Belina został dowódcą 1 pułku ułanów. Z jednostką tą osłaniał odwrót 1 Brygady po bitwie pod Kostiuchnówką (lipiec 1916r.). Dowodził już w tym czasie brygadą jazdy, utworzoną z 1 i 2 p. ułanów. Jesienią, wraz z oddziałami I, II i III Bryg. Leg. został skierowany na odpoczynek do Baranowicz. Po dwóch miesiącach, wraz z 1 pułkiem ułanów znalazł się w obozie szkolnym w Ostrołęce. W początku 1917r. był jużmajorem.

Latem, w czasie kryzysu przysięgowego, wraz z innymi Legionistami pochodzącymi z zaboru pruskiego i austriackiego odmawia zgodnie ze wskazaniami Piłsudskiego złożenia przysięgi i otrzymuje dymisję. Nieco później, w Ostrołęce, pożegnał się z otoczonymi przez siły niemieckie ułanami czekającymi na transport do obozów internowania w Beniaminowie i w Szczypiornie. Odbyła się ostatnia defilada i pożegnanie. Belina wzywał do dalszej wierności Ojczyźnie i Brygadierowi Piłsudskiemu. Zdymisjonowany Belina osiadł wraz z rodziną na wsi, gospodarując w dzierżawionym od Zamoyskich majątku ziemskim w Godziszowie koło Janowa Lubelskiego. Nie potrafił jednak tam wysiedzieć - zaangażował się w prace Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). W drugiej połowie października 1918r. oddał się do dyspozycji Rady Regencyjnej, ale nie otrzymał żadnego zadania. Uczestniczył wraz z oddziałami POW w rozbrajaniu jednostek armii austriackiej na terenie Lubelszczyzny. Zgodnie z rozkazem otrzymanym od E. Rydza-Śmigłego przystąpił do tworzenia brygady kawalerii (dwa pułki ułanów i jeden szwoleżerów). Walczył pod dowództwem gen. Jana Romer`a na froncie ukraińskim we wschodniej. Małopolsce m.in. pod Dołhobyczowem, Rawą Ruską, Bełżcem, Żółkwią i Krystynopolem.

W lutym 1919 r. awansował do stopnia pułkownika. Wiosną, po zreorganizowaniu brygady kawalerii liczącej wówczas ok. 800 szabel, został wysłany wraz z innymi oddziałami WP dowodzonymi przez gen. Rydza Śmigłego w kierunku Wilna, celem wyswobodzenia tego miasta od bolszewików. Cała operacja zakończyła się sukcesem pierwszego dnia Wielkiej Nocy. Do ukochanego przez Komendanta Piłsudskiego grodu wjechał Belina w 1100 koni, 19 kwietnia. Dopiero po nim wkroczyła zwycięska dywizja gen. Śmigłego. O wydarzeniach tych mówi specjalny rozkaz wydany przez Naczelnika Państwa: "...Przede wszystkim muszę jednak podnieść działanie oddziału jazdy pod dowództwem płk. Beliny-Prażmowskiego. Świetnie prowadzona jazda wspaniałym marszem obeszła cały układ sił wroga, by z tyłu wpaść do głównego siedliska wszystkich władz bolszewickich. - śmiałym a nagłym napadem zajęła ona miasto, z ogromnymi zapasami materiału wojennego i utrzymała je pomimo ogromnej przewagi, aż do przyjścia piechoty. - Jest to najpiękniejszy czyn wojenny, dokonany w tej wojnie, przez jazdę polską. - Dziękujemy za to pułkownikowi Belinie Prażmowskiemu (...) ".

Następnie Beliniacy walczyli na froncie litewsko-białoruskim, docierając aż do Dźwiny, na tereny utracone przez Polskę jeszcze w pierwszym rozbiorze. Później miał miejsce krótki odpoczynek w Małopolsce Wschodniej. W czerwcu 1920r. płk Prażmowski stał na czele grupy kawalerii wchodzącej w skład rezerwowej armii gen. Kazimierza Sosnkowskiego. W krytycznym dla Polski sierpniu Belina stał na czele 4 dywizjonu działającego w ramach 6 brygady kawalerii.

Jesienią 1920 roku, po zawarciu zawieszenia broni w wojnie polsko-bolszewickiej, za zgodą Naczelnego Wodza, został przeniesiony do rezerwy, motywując swą decyzję stanem zdrowia.

Wyjechał do Godziszowa w Lubelskim pozostając tam do 1927r., kiedy to przenosi się do Janowa Lubelskiego. Pracował tam jako prezes Okręgowego Towarzystwa Spółek Rolniczych.

 

Po dwóch latach osiada w Krakowie, gdzie m.in. był udziałowcem miejscowej spółki "Tabor" (produkcja siodeł i sprzętu dla armii) oraz działał w Związku Legionistów Okręgu Krakowskiego.

                                                       

W początku 1931 r. został powołany w skład Rady Przybocznej Prezydenta m. Krakowa. W lipcu, tego samego roku został wybrany Prezydentem miasta. Piastował ten urząd do lutego 1933r., kiedy to decyzją Marszałka Piłsudskiego otrzymał nominację na wojewodę lwowskiego i sprawował tą funkcję w latach 1933-1937 .

Ze względu na pogarszający się stan zdrowia odchodzi na emeryturę w 1937 roku

Zmarł podczas kuracji zdrowotnej na atak serca, w pokoju hotelu Eden w Wenecji, 13 października 1938 roku mając 50 lat. Osierocił trójkę dzieci: Alinę, Janusza ( który poległ w 1943r. walcząc w 300 Dywizjonie Bombowym PSZ na Zachodzie) oraz Lecha (od 1947r. w Kanadzie). Przeżył dwóch synów: Zbigniewa ( prymusa w grudziądzkim Centrum Wyszkolenia Kawalerii w stopniu ppor., zmarłego tragicznie w 1937r.), oraz Lecha, zmarłego jeszcze w wieku niemowlęcym.

Pozostawił po sobie pamięć o bohaterskich i pełnych ułańskiej fantazji walkach o niepodległość w latach 1914-1920, sławę twórcy odrodzonej kawalerii i zbudowaną jeszcze za swego życia legendą .

Uroczystości pogrzebowe były wielką patriotyczną manifestacją, porównywaną w swych rozmiarach do żałobnych dni majowych 1935 r., kiedy to żegnano Marszałka Piłsudskiego.

Rozpoczęły się one jeszcze we Włoszech ceremonią zorganizowaną przez władze Wenecji oraz miejscowych kombatantów. Trumnę przewoził specjalny wagon do Chorzowa, gdzie Zmarłego powitał pluton 1 pułku szwoleżerów, rodzina, delegacje Beliniaków, przedstawiciele Związku Legionistów, kombatanci Powstań Śląskich oraz tłumy mieszkańców. W wagonie zamienionym na kaplicę objęli wartę szwoleżerowie. Na wszystkich mijanych stacjach, zdążający do Krakowa pociąg żegnany był przez okoliczną ludność.

20 października w Kościele Mariackim miało miejsce nabożeństwo żałobne.. Stąd, około południa, wyruszył kondukt na Cmentarz Rakowicki. Do tłumów zebranych na Rynku Głównym przemówił Prezydent m. Krakowa, dr Mieczysław Kaplicki. Na Rakowicach, w imieniu WP, pożegnał swego dowódcę jeden ze słynnej "siódemki" Beliniaków - wiceminister spraw wojskowych - gen. Janusz Głuchowski. .W imieniu Prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego oraz Marszałka E. Rydza Śmigłego wystąpił inspektor armii, gen. broni Kazimierz Sosnkowski. Po przemówieniu udekorował trumnę Wielką Wstęgą Orderu Polski Odrodzonej. Zmarły odznaczony był m.in. wspomnianym już "Parasolem", Krzyżem Virtuti Militari V kl., Krzyżem Niepodległości z Mieczami, Komandorią Orderu Polonia Restituta, pięciokrotnie Krzyżem Walecznych oraz pośmiertnie Wielkim Krzyżem Orderu Polonia Restituta. Trumnę złożono obok legionowej kwatery Rokitniańczyków.

Kraków uczcił Jego pamięć, nadając jednej z główniejszych ulic na mapie przedwojennego Krakowa, nazwę : Aleja Władysława Beliny Prażmowskiego .

                                                                                                                                                                                                                                         Opracowanie : Janusz Cichy

 

Żródła :

jpilsudski.org Przemysław Jerzy Witek(tekst)

herb- Voytek S

pl.wikipedia.org

photo-comons.wikimedia.org

C.Leżański, L. Kukawski ‘ O kawalerii polskiej XX wieku „